piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział V

- Zatańcz ze mną. – Wyciągnął rękę i wysłał mi swój markowy uśmieszek. Pokiwałam przecząco głową. Zlustrowałam go wzrokiem. Miał na sobie czarne jeansy, skórzane buty w tym samym kolorze oraz ciemną koszulę tak zapiętą, aby odsłaniała kawałek jego idealnego torsu:
- Przecież ja nie gryzę. – Powiedział i poruszył ręką w zapraszającym geście.
- Jeszcze. – Szepnęłam. Niepewnie podałam mu swoją dłoń. O Mój Boże! Znowu dotknęłam jego skóry. Po tylu latach. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Czemu ten idiota wywoływał u mnie takie odruchy?
- Jak za dawnych lat. – Szepnął mi do ucha. Poczułam jego oddech na mojej skórze. Po chwili staliśmy na środku sali. Jak na złość leciała wolna piosenka. Popatrzyłam w jego niebieskie oczy. Nie było w nich widać chęci mordu, lecz wesołe iskierki. Po chwili przyciągnął mnie do siebie i położył ręce na mojej tali. Odruchowo zarzuciłam ręce na jego szyję. Tańczyliśmy cały czas patrząc sobie w oczy. Zatraciliśmy się w muzyce. Zapomniałam, że nasza miłość już dawno przeminęła. Tak wspaniale i bezpiecznie czułam się w jego ramionach. Oparłam głowę o jego tors:
- Dlaczego wróciłeś? – Zapytałam nie zmieniając pozycji w jakiej się znajdowałam.
- Dlaczego ją zabiłaś? – Zbył moje pytanie.
- Ja nie mogę ci powiedzieć. – W moich oczach zaszkliły się łzy.
- Wiesz, że ją kochałem? – Zapytał spokojnie.
- Bez wzajemności. Stefan chyba nadal jest na mnie wściekły. Był z nią. – Szepnęłam.
- Jest. O wiele bardziej niż ja. Dlaczego mi nie powiesz? – Kontynuował.
- Dlaczego tu jesteś? – Ciągnęłam dalej.
- Stęskniłem się. – Mruknął.
- Uważaj, bo uwierzę. – Powiedziałam.
- To po co innego miałbym tu przyjeżdżać? – Wzniósł oczy do góry.
- Żeby mnie zabić, zemścić się… – Wyliczałam, lecz położył mi palec na ustach.
- Wolisz szczerość czy kłamstwo? – Zapytał.
- Tak, bo lepiej mi kłamać prosto w oczy. – Rzuciłam sarkastycznie..
- Tak, chciałem się zemścić. Przeszło mi. – Powiedział.
- Czego ty chcesz? - Zastanawiałam się.
- Czy ja zawsze muszę czegoś chcieć? – Zapytał patrząc mi w oczy.
- Tak. Przecież to ty. Damon Salvatore! – Zaśmiałam się.
- Bardzo śmieszne. – Skwitował.
- Nie denerwuj mnie! – Warknęłam i odeszłam od niego. Zauważyłam Bonnie przy drzwiach:
- Choć zanim go zabije! – Wysyczałam wkurzona.
- Oookej. – Powiedziała przeciągając sylaby. Poszłyśmy korytarzem biegnącym do wyjścia ze szkoły.
- Czego on jest taki wkurzający!? – Krzyknęłam.
- Ładnie razem wyglądacie. – Powiedziała Bonnie oglądając swoje paznokcie.
- Bardzo ładnie. – Usłyszałam. Po chwili byłam przyciśnięta do ściany.
- Wynoś się stąd! – Krzyknęłam nie siłując się z nim.
- Tak, już lecę. – Bąknął.
- Jak sobie życzysz. – Szepnęłam. Po chwili to on leżał na podłodze pod moją stopą. – Zapominasz, że jestem starsza. – Dodałam pewna siebie. Bonnie przyglądała się całemu zajściu.
- Bonn, możesz iść. Jak coś to cię zawołam. – Uśmiechnęłam się.
- W porządku. – Już jej nie było. Przez chwilę zapomniałam, że unieruchamiam Damona i poluzowałam stopę. Wykorzystał moment i stanął przede mną:
- Katherine.Szepnął odgarniając mi włosy z twarzy. Mrugnęłam oczami, a w tym czasie on złożył na moich ustach pocałunek. Trwał sekundę, dosłownie. Po chwili już go nie było. Dotknęłam palcami swoich ust. W brzuchu fruwało mi stado narwanych motylków. I chyba lekko pijanych. Nie mogę uwierzyć!
*** [Damon]
Ja ją pocałowałem! Dotknąłem palcami ust. Huczało mi w głowie. Ja ją kocham! Czego ona nie może tego zrozumieć? Elena nie była taka jak ona. Może z wyglądu były identyczne jednak strasznie się różniły. Katherine ma w sobie iskrę, jest pewna siebie i taka seksowna. Jak ona mogła mi zrobić coś takiego i tak się dzisiaj ubrać? A ten jej stanik! Sama myśl o niej przyprawia mnie o dreszcze. Ja Damon Salvatore jak zakochałem się w niej w 1683 roku, tak kocham ją do teraz. Coraz mocniej!!!
***
Byłam już na miejscu. Zamknęłam oczy i po chwili byłam już na szczecie. Znajdowałam się w centrum miasta, na wieży budynku szkoły muzycznej. Dawno temu była tu siedziba straży pożarnej, co tłumaczy tą wieżyczkę. Wzięłam ze sobą stary, fioletowy zeszyt, w którym od dawna nie pisałam.

Drogi Pamiętniku!
On znowu to robi. Znowu zakochuję się w nim. Pomimo, że we Florencji serce oddałam Stefanowi, ona dalej mnie kochał. I dziś tu był. Tańczył ze mną.Pocałował mnie…Kocham Go!

[Godzinę później]
Wróciłam do domu. Postanowiłam zrobić sobie relaksującą kąpiel. Weszłam do łazienki. Podłoga była ułożona z szarych kafelek, podobnie ściany tylko, że z niebieskich. Na środku stała wanna, po prawej stronie umywalka, a po lewej toaleta. Na przeciwko mnie znajdowało się duże okno zasłonięte roletą i dwie szafki. Na jednej z nich stał bukiet róż. Odkręciłam kurki z ciepłą wodą. Wlałam dowody płyn do kąpieli o zapachu wanilii. Sięgnęłam ręką po czerwone kwiatki i oberwałam z nich płatki, które wrzuciłam dowody. Po za tym w łazience był porządek. Pewnie moja mama tu zajrzała gdy mnie nie było. Chwilę później byłam zanurzona w wodzie. Zaczęłam bawić się pianą. Nabierałam ją w ręce i zdmuchiwałam lub przekładałam ją między palcami. Zauważyłam, że moje palce wyglądają jak suszona śliwka, więc wyszłam z wody. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam szukać w szafie czegoś do spania. Usłyszałam chrząknięcie. Z kamieniałam. Powoli odwróciłam się. STEFAN!!! Miał dwa kołki w dłoni:
- Kochana… – Szepnął i rzucił. Poczułam jak jeden przeszywa moją klatkę piersiową, tuż obok serca. Po chwili poleciał drugi. Nie byłam przygotowana na atak, ani obronę. Czekałam na uderzenie,lecz usłyszałam tylko jak ktoś wskakuje przez okno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz